„Pokusa nie nawiedziła was większa od tej, która zwykła nawiedzać ludzi. Wierny jest Bóg i nie dozwoli was kusić ponad to, co potraficie znieść, lecz zsyłając pokusę, równocześnie wskaże sposób jej pokonania abyście mogli przetrwać.” (1 Kor 10,13).
Te słowa trzymały mnie na powierzchni, przy życiu, mogę nawet powiedzieć – przy zdrowych zmysłach, i dawały mi nadzieję, że z Bożą pomocą dam sobie ze wszystkim radę, że Pan mnie nie opuści, że doda mi sił, gdy mój świat się zawali…
Jako 30-letnia kobieta po operacji kręgosłupa (przed operacją nie byłam w stanie funkcjonować ani chodzić samodzielnie), z dwójką małych dzieci – 8-letnim synem i 6,5-letnią córką – przeżywałam odejście męża, z którym planowałam się zestarzeć. Zdradzał mnie, a ja błagałam go, żeby został z nami, żeby nie zostawiał dzieci. Nikomu nic nie mówiłam – dusiłam to w sobie, żeby nie odebrać mu szansy na spokojne funkcjonowanie w całej rodzinie, żeby nikt go nie osądzał i żeby mógł wrócić. Tak się nie stało… Byłam bezradna, bezsilna i jakby „samotna”, dopóki nie uświadomiłam sobie, jakie wielkie wsparcie, siła i miłość trzymały mnie na powierzchni – mój Bóg, który obiecał, że nie pozwoli, abym była kuszona ponad moje siły, lecz w pokusie da mi siłę wytrwania (por. 1 Kor 10,13).
Wtedy odkryłam bezgraniczne miłosierdzie Boga i prosiłam o przebaczenie dla siebie i męża, abyśmy nie zostali potępieni i nie zbłądzili całkowicie z Bożej drogi. Z Bożą pomocą udało mi się wychować oboje dzieci w pokoju, bez goryczy. Mamy dobre relacje z mężem i całą jego rodziną. Na przykład, kiedy organizowałam pogrzeb z moją teściową i bratową – po śmierci dwóch braci mojego męża – doświadczyłam wielkiej jedności. Kiedy moja teściowa poważnie zachorowała, jej córka błagała mnie, żebym ją uspokoiła i z nią porozmawiał. Naprawdę miałam dobrą teściową przez całe życie, ale nigdy jej tak nie nazywałam – zawsze była moją mamą. Zastąpiła mi ją również wtedy, gdy moja mama zmarła.
Mój krzyż doprowadził mnie do Jezusa Miłosiernego – zostałam członkiem Stowarzyszenia „Faustinum”. Tam też odkryłam Dzienniczek, w którym Siostra Faustyna pisze: „Bóg nie da cierpieć ponad siły. Często żyłam nadzieją przeciw nadziei i posunęłam swoją nadzieję do zupełnego zaufania Bogu. Niech się stanie ze mną to, co postanowił od wieków” (Dz. 386). Te słowa Siostry Faustyny są dla mnie motywacją do życia.
W krótkim czasie moi rodzice również dołączyli do wspólnoty i razem uciekaliśmy się do Bożego miłosierdzia w trudnych chwilach. Moja mama zmarła wkrótce potem, ale razem z moim tatą (który również jest członkiem stowarzyszenia „Faustinum”) codziennie umacniamy się modlitwą różańcową. Modlimy się często także razem z moją siostrą i resztą rodziny. Mój tata i ja regularnie chodzimy na spotkania naszego Stowarzyszenia, aby zaczerpnąć sił.
Pan Bóg opiekował się mną i zawsze to czyni. Nigdy nie byłam sama, mimo że nie miałam męża w domu. Pan zawsze posyłał mi kogoś, kto wspierał mnie w trudnych sytuacjach – zarówno w mojej ziemskiej, jak i duchowej rodzinie. Dał mi piękną relację z siostrami. Zawsze byłyśmy i jesteśmy dla siebie wsparciem, a w trudnych chwilach zwracamy się do Miłosiernego Boga. On zawsze dawał mi siłę, by wytrwać w postanowieniu wierności przysiędze małżeńskiej, którą złożyłam mężowi przed Bogiem.
Dziękuję Ci, Boże, za wszystko – nawet za krzyże, które skierowały mnie do Ciebie.
Eva Bohumeľová, członkini „Faustinum”, Słowacja
