„O Bożym miłosierdziu – po męsku”

Marcin ma 52 lata. Jest mężem i ojcem syna oraz córki. O sobie mówi: „jestem pięć lat po reanimacji duchowej dokonanej przez Pana Jezusa w sakramentach Eucharystii i Pojednania”

Adam: Jak rozumiesz Boże miłosierdzie? Czym jest ono dla Ciebie?

Marcin: Boże miłosierdzie jest dla mnie jak ojcowskie spojrzenie – wyraz nieskończonej miłości Boga i nadzieja dla tych, którzy wierzą, ale pogubili się w grzechu. Dobry Bóg wielokrotnie na przestrzeni dziejów okazywał człowiekowi swoje miłosierdzie, a my – jak synowie marnotrawni – często je odrzucaliśmy. Patrząc dziś na swoje życie z perspektywy nawrócenia, widzę, jak wiele razy Pan podawał mi pomocną dłoń, a ja ją bagatelizowałem. Dzięki Jego miłosierdziu wiem jednak, że Bóg mnie kocha i pragnie mojego zbawienia.

A: Jak sakramenty Eucharystii i Pojednania zmieniły Twoją relację z Bogiem?

M: Dwa sakramenty, które najmocniej uświadomiły mi Boże miłosierdzie, to Eucharystia i sakrament Pokuty. Eucharystia jest dla mnie nieustanną możliwością spotkania z Jezusem – oddania Mu czci, uwielbienia i dziękczynienia. Spowiedź natomiast jest oczyszczeniem, w którym realnie doświadczam, jak Pan odpuszcza moje grzechy, błędy i zaniedbania. Dla mnie są to dwie „transmisje na żywo” Bożej miłości i miłosierdzia, a jednocześnie zaproszenie do współuczestnictwa w Jego planie. Kiedyś, będąc daleko od Boga, lekceważyłem te sakramenty. Dziś staram się korzystać z nich jak najczęściej.

A: Jakie momenty były dla Ciebie kluczowe w odkrywaniu Bożego miłosierdzia?

M: Najbardziej przełomowym momentem była dla mnie spowiedź generalna, pięć lata temu. Podczas rachunku sumienia Duch Święty przypomniał mi przewinienia, o których dawno zapomniałem. To było doświadczenie wewnętrznego oczyszczenia – bolesne, ale konieczne. Po wyznaniu tych grzechów przyszła niezwykła radość – moja i, jak wierzę, radość samego Boga. To wydarzenie sprawiło, że moja relacja z Nim stała się głębsza i bardziej świadoma.

A: Jak Boże miłosierdzie wpłynęło na Twoje spojrzenie na przeszłość?

M: Boże miłosierdzie pokazało mi, jak bezsensowne jest życie bez Boga. Zmieniło moje sumienie – stałem się bardziej wrażliwy na to, co wcześniej bagatelizowałem. Zrozumiałem, że grzech to nie tylko złamanie zasad, ale przede wszystkim oddalenie się od miłości Boga. Kiedyś wydawało mi się, że sam panuję nad swoim życiem. Dziś wiem, że jeśli nie będę opierał się na Bożym planie, upadnę. Od czasu spowiedzi generalnej pragnę, aby wola Boga była w moim życiu na pierwszym miejscu.

A: Jakie znaczenie ma dla Ciebie codzienna modlitwa o Boże miłosierdzie?

M: Codzienna modlitwa przypomina mi o mojej grzeszności i o tym, że tylko Bóg może mnie prawdziwie przemieniać. Jest też formą wynagrodzenia za niewiarę innych oraz dziękczynieniem za miłosierdzie, którego sam doświadczyłem. Każdy dzień jest dla mnie nową szansą, by odpowiedzieć na Boże wezwanie do dziecięcej ufności i oddać Mu swoje życie.

A: Jak Boże miłosierdzie wpłynęło na Twoje relacje rodzinne?

M: Widzę wyraźną poprawę w relacjach z żoną i córką. Żona zauważa, że bardziej słucham – choć nadal mam skłonność do gadania. Znacznie rzadziej się spieramy, a jeśli już dojdzie do różnicy zdań, to ich „temperatura” jest dużo niższa niż kiedyś. Córka dorasta, więc relacja naturalnie się zmienia. Widzi jednak, że tata się zmienił i nadal się zmienia – że Pan Bóg okazał mi miłosierdzie, odnowił mnie i pomógł. Mam nadzieję, że ta przemiana, widoczna także dla syna, kiedyś zaowocuje w ich życiu. Wiedzą, że Bóg obdarza miłosierdziem tych, którzy chcą naprawiać swoje życie.

A: W jaki sposób starasz się przekazywać swoim dzieciom postawę miłosierdzia?

M: Przede wszystkim własnym życiem. Moją zmianą, która jest owocem Bożego miłosierdzia i trwania w łasce. Staram się szczególnie zwracać uwagę córce na miłość bliźniego i przebaczenie. Z synem – który ma już 21 lat – te rozmowy są trudniejsze. W tym wieku nie bardzo interesuje go „ojcowska mądrość”, ale wierzę, że moja przemiana ma dla niego wartość i kiedyś zechce ją naśladować oraz bardziej wsłuchać się w głos Boga.

A: Czy Boże miłosierdzie pomogło Ci w przebaczeniu w rodzinie?

M: Zdecydowanie tak. Moja mniejsza podatność na kłótnie jest – jak wierzę – owocem Bożej łaski, której doświadczam od czasu nawrócenia. Częściej odpuszczam, tam gdzie dawniej ciągnąłem spór do końca. Boże miłosierdzie przyniosło mi więcej pokory w relacjach małżeńskich i rodzinnych.

A: Jak wygląda to w Twoich relacjach zawodowych?

M: W pracy – a pracuję w kilku miejscach – moja przemiana jest zauważana. Szczególnie porzucenie nałogów stało się dla innych znakiem, że to nie jest tylko „bieganie do kościoła”, ale realna zmiana życia jako owoc wiary i Bożego miłosierdzia. Część kolegów wzrusza ramionami, ale wiem, że mnie obserwują. Jeśli choć jeden z nich wróci do Boga, widząc, że „taki Marcin się zmienił”, będę dziękował Jezusowi, że zechciał przeze mnie kogoś do siebie przyprowadzić.

A: Jak Boże miłosierdzie wpłynęło na Twoje spojrzenie na siebie?

M: Boże miłosierdzie umniejsza moją pychę. Łatwiej mi przyznać się do błędów, zrozumieć swoje potknięcia i wybaczyć sobie – co dawniej przychodziło mi bardzo trudno. Rzadziej też potrzebuję dziś akceptacji i pochwał innych, bo wiem, że Jezus mnie rozumie i przebacza.

A: Jak radzisz sobie z poczuciem winy?

M: Poczucie winy jako poruszenie sumienia jest potrzebne, by właściwie ocenić grzech. Natomiast ze skrupułami, które po nawróceniu mnie dręczyły, poradziłem sobie – z Bożą pomocą, lekturą i radami spowiedników. Sakrament Pojednania jest dla mnie prawdziwym przekaźnikiem Bożego miłosierdzia.

A: Jakie praktyki pomagają Ci zachować pokój serca?

M: Regularna spowiedź – przynajmniej raz w miesiącu – oraz codzienny, choć krótki rachunek sumienia. Jeśli mogę, uczestniczę codziennie we Mszy Świętej, gdzie na początku mogę oddać Bogu swoje słabości, a przyjmując Go do serca, dziękować za Jego miłosierdzie.

A: Jaką lekcję wyniosłeś z doświadczenia swojej „reanimacji duchowej”?

M: Nauczyłem się, że nigdy nie wolno tracić nadziei, nawet gdy okoliczności wydają się nie do przezwyciężenia. Pan dopuszcza trudności, by nas oczyszczać z przywiązania do spraw świata. „Jezu, ufam Tobie” to wezwanie, by zawsze Mu ufać i pamiętać, że On jest blisko – czasem w drugim człowieku, czasem w poruszeniu serca. Jak Przyjaciel, Zbawiciel i miłosierny Ojciec.

A: Dziękuję Marcinie za szczerość, zaufanie i podzielenie się swoim doświadczeniem drogi wiary oraz Bożego miłosierdzia.

Z Marcinem rozmawiał Adam ze wspólnoty „Faustinum” we Wrocławiu.

Jeśli chciałbyś podzielić się swoim doświadczeniem Bożego miłosierdzia, zapraszam do udziału w projekcie „O Bożym miłosierdziu – po męsku”. Zgłoszenia przyjmowane są drogą mailową: bozemilosierdziepomesku@gmail.com.