Oferta last minute

Luk­su­so­we hote­le zrów­na­ne z zie­mią, kil­ka milio­nów ludzi w domach bez prą­du, znisz­czo­ne por­ty, mia­sta, domy. Nie­zna­na licz­ba ofiar śmier­tel­nych. Takie nagłów­ki opi­su­ją tra­ge­dię hura­ga­nu Irma. Żywioł pędził z szyb­ko­ścią do 300 km/h i żad­ne ludz­kie zabez­pie­cze­nia nie sta­no­wi­ły dla nie­go prze­szko­dy. Wciąż zagra­ża ludziom. Nauka nie wymy­śli­ła jesz­cze żad­nych metod zapo­bie­ga­ją­cych wtar­gnię­ciu do mia­sta kil­ku­me­tro­wych fal powo­dzio­wych lub niwe­lu­ją­cych trą­by powietrz­ne. Nadal są rze­czy, wobec któ­rych czło­wiek jest bez­rad­ny.

W maju 1938 roku sio­strę Fau­sty­nę prze­ra­ził inny żywioł. Choć jego para­me­try były nie­po­rów­ny­wal­nie mniej­sze od hura­ga­nu Irma, Świę­ta rów­nież była bez­rad­na i prze­ra­żo­na: Dziś zbu­dzi­ła mnie wiel­ka burza, wicher sza­lał i deszcz, jako­by chmu­ra była obe­rwa­na, co chwi­la ude­rza­ły pio­ru­ny. Zaczę­łam się modlić, aby burza nie wyrzą­dzi­ła żad­nej szko­dy; wtem usły­sza­łam te sło­wa: Odmów tę koron­kę, któ­rej cię nauczy­łem, a burza usta­nie. Zaraz zaczę­łam odma­wiać tę koro­necz­kę i nawet jej nie skoń­czy­łam, a burza nagle usta­ła (Dz. 1731).

Sio­stra Fau­sty­na zna­ła dobrze tę modli­twę, bo trzy lata wcze­śniej, 13 i 14 wrze­śnia 1935 roku sam Jezus jej ją podyk­to­wał. Prze­ko­na­ła się na wła­sne oczy, że On jest Bogiem rze­czy nie­moż­li­wych
a zaufa­nie Mu sta­no­wi naj­lep­sze lekar­stwo na naszą bez­rad­ność. Wie­czo­rem, kie­dy byłam w swo­jej celi – opi­su­je w Dzien­nicz­ku – ujrza­łam anio­ła, wyko­naw­cę gnie­wu Boże­go. Był w sza­cie jasnej,
z pro­mien­nym obli­czem, obłok pod jego sto­pa­mi, z obło­ku wycho­dzi­ły pio­ru­ny i bły­ska­wi­ce do rąk jego, a z ręki jego wycho­dzi­ły i dopie­ro doty­ka­ły zie­mi. Kie­dy ujrza­łam ten znak gnie­wu Boże­go, któ­ry miał dotknąć zie­mię, a szcze­gól­nie pew­ne miej­sce, któ­re­go wymie­nić nie mogę dla słusz­nych przy­czyn, zaczę­łam pro­sić anio­ła, aby się wstrzy­mał chwil kil­ka, a świat będzie czy­nił poku­tę.
Jed­nak niczym proś­ba moja była wobec gnie­wu Boże­go. W tej chwi­li ujrza­łam Trój­cę Prze­naj­święt­szą. Wiel­kość maje­sta­tu Jego prze­nik­nę­ła mnie do głę­bi i nie śmia­łam powtó­rzyć bła­ga­nia moje­go. W tej samej chwi­li uczu­łam w duszy swo­jej moc łaski Jezu­sa, któ­ra miesz­ka
w duszy mojej; kie­dy mi przy­szła świa­do­mość tej łaski, w tej samej chwi­li zosta­łam porwa­na przed sto­li­cę Bożą
(…) Zaczę­łam bła­gać Boga za świa­tem sło­wa­mi wewnętrz­nie sły­sza­ny­mi.
Kie­dy się tak modli­łam, ujrza­łam bez­sil­ność anio­ła, i nie mógł wypeł­nić spra­wie­dli­wej kary, któ­ra się słusz­nie nale­ża­ła za grze­chy. Z taką mocą wewnętrz­ną jesz­cze się nigdy nie modli­łam jako wten­czas. Sło­wa, któ­ry­mi bła­ga­łam Boga, są nastę­pu­ją­ce: Ojcze Przed­wiecz­ny, ofia­ru­ję Ci Cia­ło i Krew,
Duszę i Bóstwo naj­mil­sze­go Syna Two­je­go, a Pana nasze­go Jezu­sa Chry­stu­sa, za grze­chy nasze
i świa­ta całe­go; dla Jego bole­snej męki miej miło­sier­dzie dla nas.
Na dru­gi dzień, rano
w kapli­cy, Pan Jezus podyk­to­wał jej całą koron­kę. Do tej krót­kiej modli­twy przy­wią­zał rów­nież wiel­kie obiet­ni­ce: O, jak wiel­kich łask udzie­lę duszom, któ­re odma­wiać będą tę koron­kę, wnętrz­no­ści miło­sier­dzia Mego poru­szo­ne są dla odma­wia­ją­cych tę koron­kę (Dz. 848). Dusze, któ­re odma­wiać będą tę koron­kę, miło­sier­dzie Moje ogar­nie je w życiu, a szcze­gól­nie w śmier­ci godzi­nie (Dz. 754). Gdy tę koron­kę przy kona­ją­cych odma­wiać będą, sta­nę pomię­dzy Ojcem a duszą kona­ją­cą nie jako Sędzia spra­wie­dli­wy, ale jako Zba­wi­ciel miło­sier­ny (Dz. 1541).

Wszy­scy dobrze wie­my, że Pan Bóg mówi do nas przez róż­ne wyda­rze­nia. Szcze­gól­nie wyczu­lo­ny słuch musi­my posia­dać, gdy prze­ma­wia do nas przez fak­ty bole­sne, cier­pie­nie, nie­szczę­ście. Odpo­wie­dzią na wła­sną bez­rad­ność u Sio­stry Fau­sty­ny było zaufa­nie Bogu. Zaufa­nie w wiel­ką miłość, jaką oka­zał nam w męce i śmier­ci swo­je­go Syna. Ona uwie­rzy­ła w zapew­nie­nie Jezu­sa: Naj­mil­sza Mi jest dusza ta, któ­ra wie­rzy moc­no w dobroć Moją i zaufa­ła Mi zupeł­nie; obda­rzam ją swo­im zaufa­niem i daję jej wszyst­ko, o co pro­si (Dz.453). Czy bowiem Boża miłość nie jest sil­niej­sza od wszel­kich żywio­łów świa­ta? Czy nie docie­ra do nas z pręd­ko­ścią szyb­szą od pręd­ko­ści świa­tła? Odmó­wie­nie Koron­ki do Boże­go Miło­sier­dzia trwa chwi­lę, lecz skut­ki nasze­go zaufa­nia mogą ogar­nąć cały świat. I być może wła­śnie teraz, wśród klęsk hura­ga­nów, zama­chów, gło­du Pan Bóg przez tą modli­twę przy­cho­dzi do nas z ofer­tą last minu­te: Wnętrz­no­ści miło­sier­dzia mego poru­szo­ne są dla odma­wia­ją­cych tę koron­kę. Zapisz te sło­wa, cór­ko Moja, mów świa­tu o Moim miło­sier­dziu, niech pozna cała ludz­kość nie­zgłę­bio­ne miło­sier­dzie Moje. Jest to znak na cza­sy osta­tecz­ne, po nim nadej­dzie dzień spra­wie­dli­wy. Póki czas niech ucie­ka­ją się do źró­dła miło­sier­dzia Moje­go, niech korzy­sta­ją z Krwi i Wody, któ­ra dla nich wytry­sła (Dz. 848).

s. Anna Maria Trzciń­ska ZMBM