Dla Boga nie ma nic niemożliwego”

Hasło „adwent” wywo­łu­je róż­ne sko­ja­rze­nia. Dla jed­nych jest to czas pre­zen­to­wo-kuli­nar­nych przy­go­to­wań. Dla tych bar­dziej zaan­ga­żo­wa­nych – czas ducho­wych wyzwań, posta­no­wień, czas pró­by udo­wod­nie­nia Bogu, że mogę dać z sie­bie wię­cej, że tak się posta­ram, ogra­ni­czę tele­wi­zję, zabio­rę się za jakąś ducho­wą lek­tu­rę, poja­dę na reko­lek­cje, gdzie tak się wyci­szę, że wresz­cie usły­szę głos Boga w ser­cu… Prze­cież mogę. Mam sil­ną wolę. Dam radę. Co roku coś sobie posta­na­wiam.

Adwent jest szcze­gól­nym cza­sem, gdzie roz­wa­ża­my wyda­rze­nia, będą­ce kon­se­kwen­cją FIAT Maryi. Przy Zwia­sto­wa­niu Anioł Jej powie­dział, że dla Boga nie ma nic nie­moż­li­we­go. Ona uwie­rzy­ła w te sło­wa i od tego momen­tu Bóg stał się jed­nym z nas. I może, zamiast kolej­ne­go posta­no­wie­nia war­to pójść śla­dem Mat­ki Boga… I udo­wod­nić sobie, że nie ma dla Nie­go rze­czy nie­moż­li­wych.

Każ­dy z nas ma bowiem listę spraw, któ­re pra­gnął­by zmie­nić w swo­im życiu. Powra­ca­ją­ce grze­chy, nało­gi, trud­ne rela­cje, złe nawy­ki, draż­nią­ce cechy cha­rak­te­ru. Być może robi­li­śmy już tysiąc posta­no­wień, by je zmie­nić, a może rów­nież uzna­li­śmy, że są to spra­wy nie­moż­li­we do prze­mia­ny. Naszą listę pokrył kurz zwąt­pie­nia, przy­zwy­cza­jeń. Prze­wią­za­li­śmy ją gru­bym sznur­kiem zwa­nym „impos­si­ble”. I tyl­ko od cza­su do cza­su przy­po­mi­na­my sobie, że ów sznu­rek plą­cze się nam pod noga­mi, niczym roz­wią­za­na sznu­rów­ka nie pozwa­la kro­czyć pew­nie, poko­ny­wać dłu­gich, życio­wych dystan­sów, lecz zmu­sza do zatrzy­my­wa­nia się w miej­scu.

Spró­buj­my więc w tym cza­sie wyjąć naszą listę i poło­żyć ją przed ocza­mi Boga. Co w moim życiu uwa­żam za nie­moż­li­we dla Nie­go? Czy znaj­dę spra­wy, w któ­rych był­by bez­sil­ny? Czy uda mi się udo­wod­nić Mu, by zre­zy­gno­wał ze Swo­ich wysił­ków przy­cią­gnię­cia mnie bli­żej sie­bie? A może moja prze­szłość jest dla nie­go mate­ria­łem, z któ­re­go nic nie moż­na już stwo­rzyć? Jeśli zaś nie prze­szłość – to może moja obec­na sytu­acja jest tak skom­pli­ko­wa­na, że wszech­mo­cy Boga nie star­czy, by się z nią upo­rać? Jeże­li nie– to może znaj­dę listę grze­chów, któ­rych nie potra­fi mi wyba­czyć?  Czy jest coś, co bar­dzo pra­gnę zmie­nić, lecz Bóg nie potra­fi mi w tym pomóc?

I choć dobrze wie­my, że nie musi­my udo­wad­niać Bogu, że nie ma dla Nie­go rze­czy nie do poko­na­nia, to jest to bar­dzo potrzeb­ne nam samym. Nie­ste­ty, naj­czę­ściej sami sobie sta­wia­my gra­ni­ce, któ­re uwa­ża­my za nie­moż­li­we do prze­kro­cze­nia. Tym­cza­sem Bóg ma dla nas taką samą odpo­wiedź, jakiej udzie­lił Maryi przez Anio­ła Gabrie­la: „Nie ma dla Mnie nic nie­moż­li­we­go!” I naszym zada­niem na adwent jest usły­szeć te sło­wa w głę­bi ser­ca i prze­ko­nać do niech samych sie­bie.